Narodziny Boga, ks. Pogodny


Siostry i Bracia! Kilka lat temu, tuż przed Bożym Narodzeniem, francuska telewizja ukrytą kamerą zrealizowała świąteczny program. Obiektywy umieszczono między innymi przy wyjściu z wielkiej galerii handlowej. Ludzie wychodzili obładowani świątecznymi zakupami. Młody człowiek pytał niektórych z nich: „Czy moglibyście pomoc pewnemu małżeństwu, które przybyło do Paryża z Syrii? Są w trudnej sytuacji. Niczego nie mają, spodziewają się dziecka i ona lada moment urodzi?”.

Wszyscy mieli jakieś trudności, jakieś mniej lub bardziej wiarygodne wytłumaczenie. Tylko jeden człowiek odpowiedział pozytywnie. Był to właściciel małej kawiarenki, muzułmanin, Algierczyk. Ofiarował swoją pomoc, pieniądze, samochód do szpitala, pokój... Tylko on dał świadectwo człowieczeństwa. Zupełnie tak jak napisał św. Jan w Ewangelii: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”.

Posłuchajcie, Siostry i Bracia, jaki list napisał mały Jacuś do Dzieciątka Jezus:

„Kochany Jezusku! Proszę, zabierz mnie do nieba, bo chcę być aniołkiem. Obiecuję, że będę bardzo dobrym aniołkiem i zrobię wszystko, co mi każesz. Tu jest mi bardzo źle. Wiesz, że tatuś sprzedał nasz dom i wziął sobie drugą panią. Mamusia zabrała mnie ze sobą, ale źle mi przy niej. Tęsknię do naszego starego domu i do tatusia. Mamusia albo płacze, albo jest bardzo zła. Niedawno zamieszkaliśmy z nowym wujkiem. Wcale mi się tu nie podoba, wujek wraca do domu pijany. Mamusia skarżyła się sąsiadce, że nie wie, co robić, bo nie mamy gdzie się podziać. Ja powiedziałem, że zabiję tego nowego wujka, ale mamusia mówi, że Jezusek bardzo by się pogniewał o to. Słyszałem od siostry katechetki w szkole, że aniołom jest bardzo dobrze, że są zawsze wesołe i uśmiechnięte. Chciałbym być aniołem. Proszę Cię, kochany Jezusku, poślij po mnie jak najprędzej. Całuję Twoje rączki – Jacuś”.

Dramatyczny to list i współczujemy Jacusiowi, bo pewnie jego święta są smutne.

My radośnie witamy dzisiaj Boga, który przyszedł na świat w postaci małej dzieciny. No właśnie, witamy, ale czy Go przyjmujemy? Święty Jan mówi w dzisiejszej Ewangelii: „Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. (...) Świat Go nie poznał”. Witamy Boga w tej dziecinie, ale często zamykamy przed Nim drzwi naszych rodzin, a czasem potrzeba tak niewiele, by coś zmienić.

I jeszcze jedna prawdziwa historia. Było to tuż przed świętami. Dzieci pisały swoje prośby związane z prezentami, jakie chciałyby otrzymać pod choinkę. Dyrektor dużej firmy wbiegł do swojego biura i na biurku sekretarki położył list swojego syn. Polecił jej, by kupiła wszystko, czego sobie jego dziecko zażyczyło. „Pieniądze nie grają roli” – usłyszała sekretarka. Przebiegła wzrokiem kartkę i podała ją zajętemu szefowi. Dziecięcymi literami było na niej napisane: „Kochany Tatusiu! Na święta życzę sobie, abyś w nowym roku miał dla mnie przynajmniej pół godziny dziennie. Żebyśmy mogli się pobawić tymi drogimi zabawkami, które ciągle od ciebie dostaje. I żebyś mnie położył do łóżka i przeczytał mi bajeczkę. Niczego więcej nie chcę od ciebie. Twój syn Pawełek”.

Żyjemy w czasach public relations, epoce politycznej poprawności i półprawd, krótko mówiąc – epoce kłamstwa.

Siostro i Bracie! Nie wierzcie tym, którzy opowiadają o wielkich ideach, a niszczą rodzinę. Nie wierzcie, gdy przekonują, że ten wielki świat może dać więcej niż rodzina. Najpiękniejsza rzecz, jaka istnieje, to życie rodzinne. Dlatego zapowiadany przez proroków Zbawiciel przyszedł na świat w ludzkiej rodzinie: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. W Ewangelii św. Jana czytamy: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga”. Nieprzypadkowa jest zbieżność tych słów z Ewangelii św. Jana z pierwszymi słowami z Księgi Rodzaju: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię...”. Boże Narodzenie to przecież nowe stworzenie.

Bóg wszedł w historię ludzkości w sposób radykalny, czego znakiem jest między innymi to, że od Jego przyjścia mierzy się czas. Mnich Dionizy Mniejszy w 533 roku wyznaczył początek nowej ery i ujednolicił sposób określania czasu, przyjmując za początek naszej ery narodziny Chrystusa. Choć badacze dowiedli, biorąc za podstawę zawarte w ewangeliach wzmianki o panowaniu Heroda Wielkiego i o spisie ludności zarządzonym przez Kwiryniusza, że pomylił się w obliczeniach o jakieś sześć, siedem lat. Na owe czasy to i tak było wielkie przedsięwzięcie. Wtedy nie przywiązywano takiej wagi do precyzji dat. Od narodzin Chrystusa datuje się więc nową erę.

Bóg przyszedł na świat w człowieku, co zapowiedzieli starotestamentowi prorocy.

Powiedz dziś sobie: "Wierzę, że Jezus zbawił mnie przez swoje wcielenie, a następnie mękę i śmierć na krzyżu".

Więcej:
Po prostu "kazania" księdza Pogodnego. Rok A