Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Jestem bowiem ojcem dla Izraela, a Efraim jest moim synem pierworodnym (Jr 31, 9).

1. Komentarz naukowy

W księgach Starego Testamentu słowo „ojciec” występuje 1180 razy, ale na określenie Boga użyte zostało tylko 19 razy. Nie oznacza to, że sama idea nie była znana. Do pomysłu nazywania Boga Ojcem doszedł Izrael nie poprzez posługiwanie się w swym rozumowaniu analogią. Działało tu zdobyte już życiowe doświadczenie, a najprawdopodobniej reakcja na podobne koncepcje ludów ościennych.

Wszystkie narody starożytne przypisywały swym bogom tytuł ojca. U Semitów zwyczaj ten sięga bardzo zamierzchłych czasów: ojcostwo boga wyrażało myśli o jego roli opiekuńczej i władczej zarazem, a niekiedy nawet stwórczej. W tekstach z Ugarit (XIV w.) El, bóstwo najwyższe panteonu kananejskiego, nosi tytuł „król ojciec Szunem”; w ten sposób wyrażano jego hegemonię nad innymi bóstwami i nad ludźmi. Nawet jego imię El, takie samo jak imię Boga patriarchów (Rdz 46, 3), początkowo oznaczało podobno tyle, co szejk, czyli wyrażało ideę władzy nad tymi, których jako całość nazywano niekiedy „klanem”.

Na podstawie takiej naczelnej wartości idea ojcostwa Bożego mogła przejść także do Biblii. Posiadała ona jednak również inne znaczenie, zdecydowanie odrzucone przez Stary Testament. Oto np. El fenicki był przyrównywany do byka, który podobnie jak egipski bożek Min, zapładniał swoją małżonkę, dając w ten sposób życie innym bogom. Baal, syn Ela, był szczególnie czczony jako ten, który sprowadzał płodność na pary ludzkie, na zwierzęta i na ziemię. Otóż Jahwe jest Bogiem jedynym i nie ma w Nim żadnego życia płciowego, nie ma On żadnej towarzyszki ani synów w znaczeniu ziemskim. Jeżeli poeci nazywają niekiedy „synami Bożymi” aniołów, książąt lub sędziów, to w tym celu, żeby ukazać syro-fenickie źródła tych stwierdzeń przy równoczesnym uwydatnieniu podporządkowania owych zwykłych stworzeń Bogu, któremu nie jest przypisywane żadne ojcostwo w sensie fizycznym. Jeżeli Jahwe jest rodzicielem, to oczywiście w sensie moralnym: nie jest On ojcem bogów ani oblubieńcem jakiejś bogini, lecz równocześnie – w znaczeniu przenośnym – Ojcem i Oblubieńcem (Oz, Jer) swojego ludu. Jeżeli jest Ojcem jako Stwórca, to nie wskutek jakichś monstrualnych teogonii, przypominających mity babilońskie. Wszystko wskazuje na to, że przywódcy Izraela pragnęli oczyścić rozpowszechnione u narodów sąsiednich pojęcie ojcostwa Bożego ze wszystkich owych skojarzeń płciowych, by w rezultacie zatrzymać tylko to, co z terminologii socjologicznej, wiążącej się z głowami rodzin i z przodkami, można było przenieść na Boga.

Ojcostwo Boże z początku było pojmowane kolektywnie, z nawiązaniem do historii Izraela: Bóg objawił się jako Ojciec Izraela podczas wyjścia narodu wybranego z Egiptu; wtedy okazał się opiekunem narodu, jego żywicielem i Panem; u podstaw tego ujęcia znajduje się idea dobroczynnej władzy, Opatrzności, domagającej się uległości i zaufania. U Ozeasza i Jeremiasza występuje ta sama idea, lecz wzbogacona uwydatnieniem niezmierzonej czułości Jahwe. Po niewoli rozwija się nadal ten sam temat ojcostwa Bożego opartego na wybraniu. Od czasów Dawida ojcostwo Jahwe jest zarezerwowane w sposób szczególny dla króla, przez którego dobroć Boża dociera do każdego narodu, reprezentowanego przez władcę. Wszyscy królowie starożytnego Bliskiego Wschodu byli uważani za przybranych synów ich boga, lecz poza Izraelem wymagania bogów najczęściej mają charakter pewnych kaprysów.

Teksty o synostwie królewskim stanowią przygotowanie do objawienia nauki o jedynym synostwie Jezusa o tyle, o ile spoza królów Judy wyłania się już postać prawdziwego Mesjasza. Dalszy krok naprzód będzie postawiony po niewoli, gdy ukaże się na scenie Mądrość (Prz 8) w postaci córki Boga poprzedzającej wszelkie stworzenie i zamykającej w sobie nadzieje wiązane od czasu proroctwa Natana z następcami z dynastii Dawidowej (Słownik teologii biblijnej, red. X. Leon-Dufour, Poznań-Warszawa 1973, s. 623–625; J. Jachym, Biblia o Bogu Ojcu, Łódzkie Studia Teologiczne 9(2009), s. 207–211).

2. Mistrzowie teologii i życia duchowego

„JESTEM – to Imię jest fundamentem Starego Przymierza. Stanowi ono również fundament Przymierza Nowego. Jezus Chrystus mówi do Żydów: ‘Ja i Ojciec jedno jesteśmy’ (J 10, 30). ‘Zanim Abraham stał się, JA JESTEM’ (J 8, 58). ‘Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM’ (J 8, 28). Świat, który was otacza – nowożytna cywilizacja – ogromnie wiele przyczyniła się do tego, aby odsunąć od świadomości człowieka to Boże JESTEM. Stara się bytować tak, jakby Boga nie było – to jej program. Jeżeli jednak Boga nie ma, czy ty, człowieku, naprawdę jesteś?” (Jan Paweł II, Rozważanie przed Apelem Jasnogórskim, Częstochowa, 14 VIII 1991 [w]: Jan Paweł II, Myśli na każdy dzień, Poznań 2017, 26 VIII).

3. Z życia wzięte

„Na ile możemy, powinniśmy jednak pomagać bezdomnym. Nie wszyscy są naznaczeni alkoholizmem. Doświadczam tego w Domu Miłosierdzia Caritas, któremu patronuje Fundacja Małych Stópek. Ostatnio zaprosiliśmy kilka osób stamtąd na naszą parafialną pielgrzymkę. Do tej pory ją wspominają, tak im się podobało.

Pewnego razu wjechałem do garażu podziemnego – pierwszy raz tam byłem – i zobaczyłem panią, która kiwa na mnie i mówi: Szczęść Boże. Podchodzę do niej, a ona mnie prowadzi za winkiel. Czuję już, że coś się święci. Czuję w sensie fizycznym, bo wokół unosi się smród. Patrzę: za narożnikiem na takim eleganckim legowisku, ale eleganckim, z czystą, białą pościelą, przykryty kocem leży jakiś człowiek. Ona do niego podchodzi i mówi: Romek, obudź się, ksiądz przyszedł. On się odwraca i widzę przed sobą mężczyznę z naroślą rakową wielkości piłki ręcznej. Okazało się, że Romek jest bezdomny, a ta kobieta od dwóch lat się nim opiekuje. Ona zaprowadziła go do lekarza, przekonała go, żeby dał się zbadać. Karmiła go, zmieniała mu pościel, prała rzeczy, zaprowadziła do fryzjera, do łaźni. Kiedy go spotkałem, już prawie nie mógł jeść. Szybko udało mi się załatwić dla niego miejsce w hospicjum. Zawiozłem go tam, a na drugi dzień ta pani mi powiedziała: Proszę księdza, Romek taki szczęśliwy, że wyspał się na łóżku i że mógł się wyspowiadać. To był czwartek. Jeszcze w piątek widziałem ich, jak rozmawiali na tarasie. Nie podchodziłem. Tylko z daleka zobaczyłem uśmiech na jego twarzy. To była taka rozmowa ludzi szczęśliwych. W niedzielę umarł. Dla mnie ta kobieta, która się nim opiekowała, to prawdziwa bohaterka. Przy niej to ja jestem taki malutki” (T. Kancelarczyk, Chodzi mi o życie, rozm. M. Terlikowska, Kraków 2021, s. 108–109).