Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: „Bierzcie, to jest Ciało moje” (Mk 14, 22).

1. Biblia

Wieczerza paschalna tradycyjnie obejmowała następujące elementy: błogosławieństwo wypowiedziane przez pana domu, spożycie świątecznego pokarmu i wina, opowiedzenie historii wyjścia z Egiptu i odśpiewanie hymnów. Początkowo Jezus postępuje w sposób typowy dla gospodarza żydowskiej uczty i identycznie z tym, co czynił wcześniej podczas dwóch cudów rozmnożenia chleba: wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im. Zwyczajowym błogosławieństwem była modlitwa dziękczynna za Bożą troskę o lud. Dzielenie się jednym kawałkiem chleba było znakiem wspólnoty łączącej uczestników uczty. Marek sugeruje, że do wspólnoty tej należy nawet Judasz, nie wspomina bowiem nic o jego wyjściu.

Zgodnie ze zwyczajem gospodarz uczty paschalnej komentuje obrzędowe dania, nawiązując przy tym do wyjścia z Egiptu. Lecz przedstawiona przez Jezusa interpretacja daleko wykracza poza kwestie związane z Paschą i nadaje temu posiłkowi całkowicie nowy wymiar: „Bierzcie, to jest Ciało moje”. Dzięki tym prostym słowom ostatnia wieczerza staje się wyrażonym gestami proroctwem, zapowiadającym i zarazem interpretującym mękę, która miała nastąpić kolejnego dnia. Jezus utożsamia przełamany chleb z własnym ciałem, które ma być „przełamane” na krzyżu. W myśli hebrajskiej „ciało” to nie tylko ciało w sensie materialnym, lecz także cała osoba ludzka jako istota cielesna. Jezus objawia, że Jego śmierć będzie darem złożonym ludziom z Niego samego. Zapraszając uczniów, by „brali”, czyli jedli chleb, którym jest Jego ciało, zachęca zarazem, by przyjęli ten złożony z Niego samego dar do samej głębi swojego jestestwa.

Nie ma tu wzmianki o najważniejszym składniku wieczerzy paschalnej: baranku. To krew złożonych w ofierze baranków ocaliła Izraelitów od śmierci (Wj 12, 13). Lecz słowa Jezusa ujawniają, że On sam jest Barankiem Paschalnym, którego krew wielu ocali od śmierci. Podobnie jak świętowanie Paschy nie było kompletne bez spożycia baranka paschalnego, tak i ofiara Jezusa jest kompletna dopiero wtedy, gdy uczniowie spożywają Jego ciało i krew. Zapraszając ich do spożywania z jednego chleba, którym jest Jego ciało, Jezus wprowadza ich w jedność z sobą samym i między nimi nawzajem, o wiele głębszą niż jakakolwiek ziemska wspólnota stołu. „Potem wziął kielich”. Jezus zaprasza uczniów, by napili się z kielicha, jeszcze zanim objaśni jego znaczenie. Od czasownika przetłumaczonego jako odmówić dziękczynienie (eucharisteó) pochodzi nazwa nadana przez Kościół sakramentowi upamiętniającemu ostatnią wieczerzę – Eucharystia. Tak jak dzielenie się chlebem, picie wina z jednego kielicha było znakiem wspólnoty. Wino jest również symbolem radości, świętowania i obfitości, a także Bożego życia. Lecz Marek sugeruje, że można je rozumieć na jeszcze innym poziomie: kielichem, z którego będzie pić Jezus, jest Jego męka, niosąca z sobą cały impet Bożego sądu nad grzechem, który On dobrowolnie na siebie przyjmuje. Jezus już wcześniej zasugerował Jakubowi i Janowi, że dla uczniów picie z Jego kielicha (Mk 10, 38) oznacza uczestnictwo w Jego zadośćuczynnej ofierze, zarówno przez dobrowolny udział w Jego cierpieniach, jak i przez otrzymanie płynącego z nich dobrodziejstwa: przywrócenia wspólnoty z Bogiem.

Po raz kolejny Jezusowa interpretacja ofiarowywanego przezeń w darze kielicha wykracza ponad znaczenie Paschy, a zarazem je wypełnia: „to jest moja Krew Przymierza”. Dla Żydów picie krwi było czymś zakazanym, wręcz niewyobrażalnym. Stary Testament naucza, że krew jest święta, gdyż to w niej kryje się życie: „życie wszelkiego ciała jest we krwi jego” (Kpł 17, 14). Z tego samego powodu to właśnie krwią można zadośćuczynić za grzech (Kpł 17, 11), nie da się bowiem ofiarować Bogu niczego cenniejszego niż krwi istoty żywej. Jak jednak Jezus może prosić swych uczniów, by uczynili coś zakazanego przez Prawo? Picie krwi zwierząt byłoby czymś poniżającym. Lecz picie krwi Syna Bożego oznacza bycie wyniesionym do udziału w Jego własnym, Bożym życiu.

Zwrot „krew przymierza” został użyty w chwili ustanowienia przez Boga przymierza z Izraelem na górze Synaj. W starożytności nieomal wszystkie przymierza przypieczętowywano krwią, gdyż ich zawarcie polegało na ustanowieniu więzi pokrewieństwa, pokrewieństwo zaś jest ustanawiane przez krew. Przymierze na Synaju zostało zatwierdzone krwią złożonych w ofierze byków, którą spryskano reprezentujący Boga ołtarz oraz lud Izraela. Również zawarcie tamtego przymierza zostało sfinalizowane świętym posiłkiem (Wj 24, 9-n). Deklaracja Jezusa, że obecnie to Jego krew jest krwią przymierza, oznacza, iż owo przymierze zostaje teraz definitywnie odnowione, dokładnie tak, jak zapowiedział to prorok Jeremiasz (Jr 31, 31-32). Tym razem między Bogiem i Jego ludem powstaje taka więź pokrewieństwa, której nie da się już nigdy zerwać (M. Healy, Ewangelia według św. Marka. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 324–325).

2. Sztuka

Artyści różnie przedstawiali moment ustanowienia Eucharystii, tak ważny dla chrześcijan. Fra Angelico nie zmyślił Wieczernika. We fresku Ustanowieniu Eucharystii (La Comunione degli Apostoli, 1440–1442, Florencja, Museo San Marco), zaprosił Jezusa z apostołami do refektarza w swoim klasztorze na piętrze, posadził przy dwóch stołach zestawionych pod kątem prostym, stojących już nie na złotym tle, jak to do niedawna malowano, lecz pod ścianą z niewielkimi otworami okiennymi, przez które widać mur budynku naprzeciwko od strony podwórza klasztornego ze studnią – dokładnie tak jak dziś.

Ponieważ za stołem zmieściło się tylko ośmiu apostołów, posadzonych twarzami ku nam, żeby czterej dalsi, siedzący po drugiej stronie stołu, ich nie zasłonili i nie siedzieli tyłem, obecność ich zaznaczył malarz czterema pustymi stołkami. Ale nie usunął ich z wieczerzy -całą czwórkę umieścił z boku refektarza na klęczkach, ściśle koło siebie, zasłaniających się wzajemnie aureolami, z których jedna wydaje się nieco ciemniejsza wokół czarnych włosów Judasza (?). Po przeciwnej stronie dodał niewymienioną w Ewangelii kobietę, także klęczącą w skupieniu – może to Jezusowa Matka?

I w tak bardzo konkretnej przestrzeni, pozbawionej dekoracji, i nie zastawiając stołu potrawami, pokazał Fra Angelico Jezusa rozdającego apostołom białą hostię – chleb życia wiecznego (B. Fabiani, Gawędy o sztuce sakralnej, Warszawa 2020, s. 223–224, il. 76).

3. Życie

„Tom Carolan z Irlandii dorastał w biedzie. Jego rodzice mieli małe gospodarstwo i byli zmuszeni do wielogodzinnej, ciężkiej pracy fizycznej. Ich mały, pokryty strzechą domek był bardzo zaniedbany, ale nigdy nie było ich stać nawet na najpotrzebniejsze naprawy. Strop wymagał natychmiastowego podparcia, ponieważ istniało ryzyko, że niedługo się zawali. Ojciec Toma musiał prosić w banku o pożyczkę, jednak mimo jej otrzymania rodzina popadała w coraz poważniejsze tarapaty finansowe.

W maju 1929 roku ojciec Toma nagle poważnie zachorował. Kiedy wypowiedział ostatnie słowa modlitwy do Świętej Rodziny: Jezu, Maryjo, Józefie, oddaję Wam swoje serce i duszę, zmarł. Matka Toma bardzo przeżywała śmierć męża. W każdy niedzielny poranek, gdy szła z synem na Mszę, płakała przez całą drogę do kościoła i z powrotem.

Codziennie po obiedzie Tom i jego matka karmili swoje kury. Pewnego razu szykowali się, żeby iść do kurnika, kiedy zobaczyli, jak do ich domu zbliża się mnich. Tom, na miłość Boską, kto do nas idzie? – zapytała matka.

Mnich podszedł do kuchennych drzwi i stanął tam w postawie modlitewnej. Nosił brodę i był ubrany w podniszczony habit, na rękach zaś miał nietypowe rękawiczki, które odsłaniały jego palce. Położył lewą dłoń na piersi, a prawą uniósł w geście błogosławieństwa i powiedział: Ten dom dręczą liczne troski. Straciła pani męża. Ja zostałem posłany, żeby przekazać, że jest szczęśliwy w niebie, ale kiedy pani płacze i rozpacza nad jego śmiercią, bardzo go pani tym zasmuca. Macie wielkie problemy finansowe. Pomoc dla was przyjdzie od strony, z której się jej najmniej spodziewacie. Kiedy kłopoty z pieniędzmi się skończą, to źródło pomocy wyschnie.

Matka Toma zaproponowała przybyszowi herbatę, ale odmówił. Poprosił ją, żeby uklękła, i uczynił znak krzyża na jej czole, a potem na czole Toma. Następnie spojrzał w stronę pokoju, w którym zmarły pożegnał się z tym światem, pomodlił się i uniósł dłoń do błogosławieństwa. Wychodząc, ciągle się modlił. Matka kazała Tomowi wyjść na zewnątrz i zobaczyć, którędy poszedł mnich. Chłopak rozglądał się we wszystkie strony, ale nigdzie go nie widział.

Po wizycie tajemniczego gościa matka Toma poczuła, że odzyskuje siły duchowe. Już nie opłakiwała śmierci męża. Wkrótce zaskoczył ją list od siostry, Katie, która przysłała w nim pieniądze. Katie od piętnastu lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, ale nigdy wcześniej nie kontaktowała się z rodziną. Matka Toma odpisała, dziękując siostrze. W kolejnym miesiącu, zanim upłynął termin płatności raty w banku, otrzymała kolejny list od Katie, do którego również dołączona była pewna suma pieniędzy. Trwało to wiele lat, dopóki nie spłacili całej kwoty pożyczki. Wówczas listy od Katie przestały przychodzić.

Toma i jego matkę od czasu do czasu odwiedzał kuzyn z Glasgow. Pewnego razu przywiózł im czasopismo zatytułowane The Universe. Przeglądając je, natknęli się na zdjęcie kapłana odprawiającego Mszę w San Giovanni Rotondo, podpisane Ojciec Pio. Oboje od razu rozpoznali w nim życzliwego zakonnika, który w 1929 roku, w dzień Najświętszego Serca Jezusa, zjawił się w ich domu, aby ich pocieszyć (D. Allen, Módl się, ufaj i nie martw się. Cz. 1, Najpiękniejsze historie o Ojcu Pio, Kraków 2023, s. 281–283).