Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16, 16).

1. Biblia

„W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” (Mk 16, 14). Jezus od nagany danej uczniom za niezdolność uwierzenia w zmartwychwstanie przechodzi bezpośrednio do powierzenia im mandatu głoszenia Ewangelii całemu światu. W oczywisty sposób tekst przyjmuje, że niewiara Jedenastu została przezwyciężona w momencie, gdy zobaczyli oni zmartwychwstałego Pana i byli w stanie wypełnić powierzoną im misję. Obietnica znaków towarzyszących tym, którzy uwierzą (Mk 16, 17-18) oraz komentarz, że Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę towarzyszącymi jej znakami (Mk 16, 20) wyjaśniają przemianę uczniów z niewierzących w pewnych siebie i skutecznych misjonarzy.

Rozkaz zmartwychwstałego Jezusa dany Jedenastu: „idąc na cały świat, głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15) stwierdza wyraźnie to, co jest wyrażone również w mowie o zburzeniu świątyni w Mk 13. We fragmencie, zapowiadającym prześladowania uczniów i innych naśladowców Jezusa, jest powiedziane: „Lecz najpierw Ewangelia musi być głoszona wszystkim narodom” (Mk 13, 10).

„Na cały świat” (eis ton kosmon hapanta) ... „wszystkiemu stworzeniu”. Wyrażenie „na cały świat” w mentalności semicko-hellenistycznej odnosi się do wszystkich ludzkich bytów. Dobra Nowina nie ogranicza się już do wybranego ludu Bożego, jak było to za doczesnego życia Jezusa. Zostaje ona skierowana do całego świata, zarazem Żydów, jak i nie-Żydów. Stawka jest wysoka: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (zob. J 3, 18). Sama wiara nie wystarczy; musi ona zostać wyrażona i potwierdzona w chrzcie, stanowiącym Boży akt, poprzez który wierzący zostaje zjednoczony z Jezusem w Jego śmierci i zmartwychwstaniu oraz włączony do Kościoła. Każdy, kto nie uwierzy – czyli ten, kto usłyszy Dobrą Nowinę i odmówi jej przyjęcia – odtrąca Boży dar zbawienia. Powiązanie uwierzenia z przyjęciem chrztu odzwierciedla praktykę we wspólnotach, które uznały Jezusa za Mesjasza lub Pana. Zgodnie z Łk i Dz chrzest jest środkiem przez który wyrażona jest akceptacja proklamacji i nawrócenia, grzechy są odpuszczone, darowany jest dar Ducha Świętego (Dz 2, 37-38). Paweł ostrzegał przed przywiązywaniem zbyt dużego znaczenia do osoby, która chrzciła, lecz zakładał, że rytuał ten był wspólnym doświadczeniem wszystkich członków wspólnot, do których się zwracał.

Następną obietnicą są „znaki” (sēmeia), które towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą. Ta myśl jest podobna do nauczania Jezusa o wierze czyniącej cuda w Mk 11, 22-23. Jezus już wcześniej przekazał swym apostołom władzę wyrzucania złych duchów (Mk 3, 14); teraz zostaje ona rozszerzona na ogół wiernych (zob. Dz 8, 5-7; 16, 18). Będą oni nowymi językami mówić, co jest nawiązaniem do daru języków, udzielonego w Pięćdziesiątnicę (Dz 2, 4; 10, 46; 19, 6) i doświadczanego w kulcie sprawowanym przez starożytny Kościół (1 Kor 12, 10; 14, 1-28). Będą oni też chronieni przed śmiertelnymi zagrożeniami, takimi jak jadowite węże (zob. Dz 28, 3-6) czy zatrute napoje. Wreszcie, tak jak wcześniej Dwunastu (Mk 6, 13), wierni na chorych ręce kłaść będą i ich uzdrawiać. Podobnie jak nauczaniu głoszonemu przez Jezusa zawsze towarzyszyły dzieła uzdrowienia i oswobodzenia, tak ma być i w Kościele. Głoszenie Ewangelii nie jest czynnością czysto werbalną, lecz polega na ukazywaniu mocy Bożej. W Kościele starożytnym uzdrowienia odgrywały istotną rolę przy uwierzytelnianiu Ewangelii. Wszystkie pięć znaków towarzyszą tym, którzy wierzą i są ochrzczeni. Wszystkie poświadczają autentyczność misji Jedenastu, objawiając moc Ewangelii dla zbawienia (M. Healy, Ewangelia według św. Marka. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 387–388; R. Bartnicki, Mk 16, 9-20 jako świadectwo prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa, Fides et Ratio 36(2018) nr 4, s. 43–45, https://fidesetratio.com.pl/ojs/index.php/FetR/article/view/472/371, dostęp 02.01.2023).

2. Sztuka

Ikonografia Wniebowstąpienia łączy moment ostatniego pożegnania Chrystusa z apostołami na ziemi z triumfalnym wkroczeniem do chwały nieba. Najstarsze przedstawienia sięgają IV i V stulecia, kiedy to już uformował się kanon, reprezentowany przez ikonę z Powroźnika. W górnej części widnieje tam postać Chrystusa, zasiadającego na łuku tęczy (symbol przymierza ziemi z niebem), w geście tzw. błogosławieństwa archijerejskiego (wykonywanego oburącz), zaczerpniętego z liturgii biskupiej i oznaczającego władzę arcypasterza. Postać Chrystusa ujęta jest w kolistą, lub później owalną mandorlę, podtrzymywaną przez dwa anioły. Motyw ten, obecny także w zwieńczeniu scen Sądu Ostatecznego, posiada wymowę eschatologiczną, nawiązującą do powtórnego przyjścia Chrystusa. W dolnej części wyobrażony jest Kościół. W centrum stoi Maryja – Nowa Ewa i zarazem figura Eklezji – z rękami złożonymi lub podniesionymi w geście modlitwy, jako orędowniczka przed Bogiem, która reprezentuje Jego świętość przed ludźmi. Po obu stronach Maryi widnieją postaci dwóch aniołów wskazujących na niebo. Są to owi „dwaj mężowie w białych szatach” (Dz 1, 10) pełniący rolę świadków cudu (2 Kor 13, 1). Po bokach symetrycznie rozmieszczonych jest dwunastu żywo gestykulujących apostołów. Ich liczbę, niezgodną z biblijną relacją (było to po śmierci Judasza), dopełnia św. Paweł, w rzeczywistości nawrócony później. Z nieruchomą postacią Matki Boskiej kontrastują gesty apostołów wyrażające zdumienie, uwielbienie i zachwyt. Najbliżej Maryi zostali wyeksponowani św. Piotr i św. Paweł. W tle widnieje wierzchołek Góry Oliwnej. Kanoniczna kompozycja ikony jest symbolicznym obrazem Kościoła, którego głową jest Chrystus, figurą Bogurodzica, fundamentem – apostołowie (M. Janocha, Ikony w Polsce. Od średniowiecza do współczesności, Warszawa 2009, s. 212–213).

3. Życie

„Raffaele Scalzi zaproponował swojemu sędziwemu przyjacielowi, by wspólnie odwiedzili Ojca Pio. Był rok 1958. W klasztornym korytarzu mieli okazję przywitać się z Ojcem Pio. Zakonnik wyciągnął do staruszka dłoń do ucałowania, ale nie podał jej Raffaelemu. Potem poszedł dalej. Raffaele czuł się bardzo zawiedziony tym spotkaniem. Zastanawiał się, dlaczego Ojciec Pio go odrzucił, a jego przyjaciela potraktował tak serdecznie.

Gdy Ojciec uszedł kilka kroków, odwrócił się, spojrzał na Raffaelego i rzekł: Niech Bóg cię oświeci. Następnie się oddalił. Później Raffaele spotkał innego kapucyna i opowiedział mu o swoim spotkaniu z Ojcem Pio. Kiedy staliśmy na korytarzu, Ojciec Pio zwrócił się do mnie słowami: „Niech Bóg cię oświeci”. Czy on często to powtarza? Nie – odparł kapucyn. – Nie słyszałem, by kiedykolwiek do kogoś tak powiedział.

Następnego dnia Raffaele i jego przyjaciel wyjechali z San Giovanni Rotondo. Po powrocie do domu nie mógł przestać myśleć o Ojcu Pio. Był wstrząśnięty, gdy Ojciec nie pozwolił mu ucałować swej dłoni. Spowodowało to, że zrobił bilans swojego życia. Niech Bóg cię oświeci – te słowa ciągle rozbrzmiewały jak echo w myślach mężczyzny. Dlaczego Ojciec Pio tak powiedział? Raffaele przyznał sam przed sobą, że bardzo potrzebuje duchowego oświecenia. Nie był praktykującym katolikiem. W wyniku długoletnich zaniedbań jego wiara zwiędła i uschła. Mimo że został ochrzczony w Kościele katolickim, prawie nie znał jego nauczania. Nigdy nie był w najmniejszym stopniu zainteresowany poznawaniem swojej wiary.

Z wielką niecierpliwością Raffaele planował następną wizytę w San Giovanni Rotondo. Jedyny problem stanowiło to, że nie miał pieniędzy na wyjazd. Podróż z jego rodzinnej Vicenzy, położonej na północy Włoch, na południe, do San Giovanni Rotondo, była kosztowna.

Niedługo potem jeden z przyjaciół Raffaelego potrzebował pięciuset lirów i poprosił go o pożyczkę. Raffaele nie mógł sobie na to pozwolić – postanowił przecież oszczędzać, by pewnego dnia wrócić do San Giovanni Rotondo. Przyjaciel jednak nalegał i Raffaele w końcu zgodził się pożyczyć mu pieniądze. Niebawem przyjaciel wrócił i wręczył mu pięćdziesiąt tysięcy lirów – wygrał dużą sumę pieniędzy, gdyż obstawił właściwe liczby w zakładach piłkarskich. Ten nieoczekiwany zastrzyk gotówki pozwolił Raffaelemu pojechać do San Giovanni Rotondo po raz drugi.

Musiał czekać pięć dni na spowiedź u Ojca Pio. Gdy w końcu nadeszła jego kolej, Ojciec powitał go i pozwolił mu ucałować swoją dłoń. Serce Raffaelego aż podskoczyło. Od jak dawna nie byłeś na Mszy Świętej? – zapytał Ojciec Pio. Od dziesięciu lat – odparł Raffaele. Usłyszawszy tę odpowiedź, Ojciec Pio spoważniał. Surowym, podniesionym tonem powiedział: Nie marnuj mojego czasu. Idź już!

W pobliżu, w kolejce do konfesjonału stało wielu mężczyzn. Rafaele był pewien, że słyszeli mocne słowa, którymi odprawił go Ojciec Pio. Co dziwne, nie czuł się jednak ani odrobinę zawstydzony czy skrępowany. Nie uraziły go też słowa Ojca. Wręcz przeciwnie, czuł wielkie szczęście. W tamtej chwili był dokładnie tam, gdzie pragnął być. Klęczał przed Ojcem Pio, patrzył mu w oczy, mówił do niego. Nie posiadał się z radości.

Jeden z kapucynów mieszkających w klasztorze Matki Bożej Łaskawej zaproponował Raffaelemu, że wysłucha jego spowiedzi. Po wszystkim mężczyzna wyszedł z kościoła i kupił różaniec oraz modlitewnik. Jedenaście miesięcy później powrócił do San Giovanni Rotondo i znowu ukląkł przed Ojcem Pio w konfesjonale. Czy chodzisz na Mszę Świętą? – spytał Ojciec. Tak, od naszego ostatniego spotkania chodzę na Mszę w każdą niedzielę – odpowiedział Raffaele. Czy uczestniczysz we Mszy także w święta obowiązkowe? – dopytywał Ojciec Pio. Tak, byłem na Mszy w każde święto obowiązkowe. Nie opuściłem ani jednego – odparł Raffaele. Ojciec Pio trzy razy wykrzyknął: Ach!, tak jakby mówił: Teraz wszystko jest dobrze. Wszystko jest świetnie. Przez kolejnych dziesięć lat aż do śmierci Ojca Pio w roku 1968 Raffaele dwa razy na rok przyjeżdżał do San Giovanni Rotondo, aby uczestniczyć w jego Mszy i się wyspowiadać” (D. Allen, Módl się, ufaj i nie martw się. Cz. 2, Nowe historie o Ojcu Pio, Kraków 2023, s. 455–457).