Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda, ten, który je ze Mną” (Mk 14, 18).

1. Biblia

W świecie biblijnym łącząca przyjaciół wspólnota znajdowała najwyższy wyraz w fakcie dzielenia z sobą posiłku (Rdz 26, 30). Wspólnota stołu stanowi wręcz znak relacji przymierza między Bogiem i człowiekiem (Wj 24, 11; Pwt 12, 7). W noc przed swą męką Jezus pragnie doświadczyć owej głębokiej wspólnoty z Dwunastoma, będącymi Jego najbliższymi uczniami. Lecz w tych właśnie okolicznościach mówi On o potwornej ranie zadanej tej wspólnocie: „jeden z was Mnie wyda”. Zapowiedź ta jest nawiązaniem do Ps 41, 10: „Nawet mój przyjaciel, któremu ufałem i który chleb mój jadł, podniósł na mnie piętę”. W kulturze starożytnej nie było większego występku przeciwko lojalności niż zwrócenie się przeciwko komuś, z kogo gościnności się korzystało i z kim zasiadało się do stołu. Psalmista daje tu wyraz udręce spowodowanej tym doświadczeniem, lecz zarazem ma ufność, że oto Bóg się za nim ujmie. Już kolejny werset brzmi: „Ale Ty, Panie, zmiłuj się nade mną i dźwignij mnie” (Ps 41, 11).

Jezus nie wskazuje, kto Go zdradzi. Mogą być po temu dwie przyczyny. Po pierwsze, wygłoszone przezeń stwierdzenie jest trzeźwiącym wezwaniem skierowanym również do pozostałych uczniów, dzięki któremu każdy z nich musi zajrzeć we własne serce i rozeznać, czy nie ma w nim jakiegoś gorzkiego korzenia, mogącego w końcu popchnąć ich do tak odrażającego czynu. Jak gdyby muszą zrobić rachunek sumienia, by przygotować się na przyjęcie niezgłębionego daru, który zaraz będzie im dany (zob. 1 Kor 11, 28). Smucąc się Jego słowami, po kolei Go pytają: Czyżbym ja? Każdy z uczniów musi w pokorze dostrzec, do jakiego zła byłby zdolny, gdyby musiał polegać tylko na własnych siłach. Jezus podkreśla, jak bolesna jest ta zdrada, ponownie potwierdzając, że zdrajcą będzie jeden z Dwunastu, zanurzający wraz z Nim rękę w misie – być może chodziło o naczynie, w którym podczas uroczystości paschalnych maczano zioła. To stwierdzenie nie identyfikuje zdrajcy, ponieważ z tej samej misy mogło korzystać kilku uczniów lub nawet wszyscy z nich. Jak się wydaje; pozostali uczniowie nie mieli żadnych podejrzeń co do Judasza, lecz Jezus widzi ludzkie serca (zob. Mk 2, 8). Po drugie, słowa Jezusa są dla Judasza szansą, by się nawrócił i zrezygnował ze swych nikczemnych zamiarów, przed nikim się przy tym nie ujawniając. Jezus apeluje do Judasza, z góry ostrzegając go przed strasznymi konsekwencjami jego czynu. Scena ta ukazuje, że suwerenna wola Boga oraz ludzka wolność są ze sobą w tajemniczy sposób związane. Jezus, Syn Człowieczy, to cierpiący Mesjasz, którego powołaniem jest umrzeć, zgodnie z uprzednim Bożym ustanowieniem oraz proroctwami Pisma. To jednak nie zwalnia Judasza z odpowiedzialności za grzeszną rolę odegraną przezeń w tym procesie. W Bożym planie przewidziane są decyzje podejmowane przez ludzi zgodnie z ich wolną wolą, lecz to nie Bóg jest ich sprawcą. Jezusowe stwierdzenie to uroczyste ostrzeżenie, będące wyrazem żalu z powodu gorzkiego losu, jaki zdrajca sam na siebie sprowadza.

Judasz, syn Szymona, zwany Iskariotą (być może „z Kariotu”, wioski na południu Palestyny, albo jest to zniekształcenie słowa sicarius określającego buntowników wobec władzy rzymskiej, albo też ’iš-karija’, „człowiek fałszu”, jako później nadany przydomek, albo wreszcie „farbiarz”) nadchodzi tamtej nocy pośród drzew oliwnych Getsemani. Pojawia się ponownie, aby złożyć na policzku Chrystusa ów pocałunek, który prawdopodobnie był znakiem rozpoznawczym w ciemnościach, przeznaczonym dla towarzyszy mających aresztować Nazarejczyka, a który stał się obrazem zdrady. „Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?” (Łk 22, 48) – te pełne goryczy słowa Jezusa zostały zastąpione u Mateusza suchym ef ho parei, „po coś przyszedł?”, ale z dołączonym smutnym etaire, „przyjacielu, towarzyszu”. Jednak tylko Mateusz odnotuje tragedię tego człowieka: kilka godzin później biegnie on do swoich zleceniodawców, aby zwrócić cenę zdrady, która stała się nie do zniesienia (27, 3-10). Mateusz wyraża ten dramatyczny koniec w jednej zaledwie linijce: „Rzuciwszy srebrniki w stronę przybytku, oddalił się. A potem poszedł i powiesił się” (27, 5).

Judasz pozostanie uniwersalnym symbolem zdrady, choć święta mistyczka Katarzyna z Genui (1447–1510) twierdziła, że podczas widzenia usłyszała od uśmiechniętego Chrystusa słowa: „Gdybyś ty wiedziała, co Ja zrobiłem dla Judasza”. Istnieje bardzo obszerna literatura poświęcona postaci Judasza, niekiedy gotowa prześledzić raz jeszcze jego bulwersującą historię, ale często także skłonna proponować jakieś usprawiedliwienie dla niego.

Judasz zatem pozostaje odpowiedzialny za swój czyn, ale właśnie przez mrok jego zdrady (a potem nienawiści, przemocy i śmierci) ujawnia się i utrwala płodność odkupienia i miłości Jezusa, który daje siebie (M. Healy, Ewangelia według św. Marka. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2020, s. 321–322, 336; G. Ravasi, Biografia Jezusa. Według Ewangelii, Kielce 2023, s. 254–257).

2. Sztuka

„Chyba nikt w całej historii sztuki nie zdołał lepiej od Giotta zilustrować knucia zdrady, tej sceny, kiedy to arcykapłan poucza Judasza w sprawie schwytania Jezusa. Mam na myśli fresk Zdrada Judasza [lub Wręczenie srebrników Judaszowi] z Kaplicy Areny [Scrovegnich] w Padwie (ok. 1305 r.). Zdumiewające, że malarz, który dopiero wyzwalał się spod wpływu skostniałej formuły bizantyńskiej, zdołał tak namalować Zdradę Judasza! Pochwycić pędzlem charaktery swoich bohaterów oraz atmosferę spisku i przekupstwa.

Fresk ukazujący arcykapłana udającego wprost ojcowską troskę, zabiegając o względy Judasza, i dwóch innych kapłanów żydowskich, czujnie obserwujących sytuację, jest jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny, a wszystko, co ważne, osiągnął malarz tak prostymi środkami – za pomocą kilku gestów i spojrzeń.

Sceneria niezwykle skąpa, akcja rozgrywa się na powietrzu, pod błękitnym niebem, obok świątynnego przedsionka i do tego tylko dwie pary mężczyzn. Po jednej stronie stoi arcykapłan w obszernym czerwonym płaszczu obwiedzionym złotą bordiurą i wielce dobrotliwy klaruje coś Judaszowi, zbliżając poufale ręce do jego ręki. Ten otrzymał już nagrodę – w lewej dłoni pieści te swoje srebrniki w płóciennym woreczku. I bardzo pilnie wsłuchuje się w instrukcje kapłana. Ma na sobie żółty płaszcz narzucony na żółtą suknię. To kolor zdrady – żółty udaje złoto, podszywa się, więc oszukuje. Do tego Judasz jest rudy, a to dawniej zawsze oznaczało „fałszywy”. Twarz ma pospolitą – niskie czoło, wydatny nos, ryża bródka i wąsik. Giotto nie zrobił z niego jakiegoś obrzydliwca. Wiedział, że uroda i szpetota niekoniecznie oznaczają charakter. Zły charakter rodzi się od środka, a to zależy, kogo się słucha: za Judaszem malarz ustawił najpaskudniejszego z doradców, odrażającego, kudłatego, chudego diabła, wzrostem dorównującego Judaszowi, który wczepił swoje pazurzaste łapska w ramiona Rudego, a brodatą paszczą wprost chucha na jego kark. Już go ma, już go nie wypuści... nad głową Judasza pojawiła się czarna aureola, dziś zaledwie widoczna.

To lewa część fresku. Po prawej stronie, tuż obok tamtej pary, stoją zwróceni twarzami ku sobie dwaj inni kapłani. Jeden w szacie zielonej, drugi – popielato-fioletowej. Ten w zielonej, wtajemniczony w plan arcykapłana, stojąc plecami do Judasza i arcykapłana, podniesionym kciukiem prawej dłoni daje dyskretnie znać szanownemu koledze, że to ten tam, z tyłu, rozumiesz? nasz człowiek... Jakże to jest świetnie namalowane! Jakże wymowne są oczy tych kilku mężczyzn, miny, gesty rąk, szeptanina (B. Fabiani, Gawędy o sztuce sakralnej, Warszawa 2020, s. 216–217, il. 74).

3. Życie

„Pewien młody człowiek wyznał: Odszedłem z Kościoła katolickiego w wieku dziewiętnastu lat, nie aby przyłączyć się do innego Kościoła, ale ponieważ przestałem wierzyć. Wróciłem do Kościoła dziesięć lat później, gdyż zobaczyłem, w jaki sposób wiara pomogła mojej rodzinie i przyjaciołom przejść przez bardzo trudne chwile. Moje życie wydawało mi się puste. Chciałem uzyskać pokój, który – jak się wydawało – brał się z ich wiary w Boga” (B. Vogt, Powrót. Co robić, gdy dzieci odchodzą z Kościoła, Poznań 2023, s. 74–75).