Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10, 28).

 
1. Biblia

Podobnie jak większość wczesnych chrześcijan (i gorliwych wierzących żyjących we współczesnym świecie), czytelnicy Ewangelii Mateusza musieli codziennie stawiać czoło prześladowaniom i innym zagrożeniom. Słowa Jezusa przynoszą im jednak pociechę.

Na kartach Pisma Świętego wielokrotnie wyrażone zostaje przekonanie, że Bóg potrafi ocalić człowieka nawet z rąk najsilniejszego wroga. Tę myśl trafnie wyraża Księga Przysłów: „Strach przed człowiekiem jest sidłem, a kto Panu ufa, jest bezpieczny” (Prz 29, 25), natomiast modlitewny wyraz tej ufności znajdujemy w różnych psalmach: „Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?” (Ps 27, 1).

Wróble były w czasach Jezusa najtańszym gatunkiem ptaków, kupowanym przez biedotę jako pokarm. Dwa wróble można było kupić za jednego assariom – najmniejszą i najmniej wartościową monetę (stanowiła wynagrodzenie za mniej niż godzinę pracy). Fragment Łk 12, 6 wydaje się sugerować, że wróble można było kupić jeszcze taniej, jeśli nabywano je w większej ilości. Jest to typowa żydowska argumentacja typu „o ileż bardziej”: Jeśli więc Bóg troszczy się o coś tak mało wartościowego, jak wróble, o ileż bardziej troszczy się o ludzi! Skoro Bóg może zapewnić człowiekowi bezpieczeństwo, nic dziwnego, że człowiek zwraca się do Niego w chwili zagrożenia. Słusznie zauważono, że wołanie do Boga świadczy o tym, iż wołający jeszcze nie dotknął dna rozpaczy, wtedy bowiem nie szuka się już nigdzie ratunku. Przykładem człowieka, który dobrze wie, w kim może znaleźć ocalenie, jest Jakub, jeden z patriarchów Izraela. Uciekł on przed zemstą ze strony swojego brata Ezawa po tym, jak oszukał jego i swego ojca. Nic więc dziwnego, że gdy postanawia powrócić w rodzinne strony, jest pełen obaw. Powierza je Bogu: „Racz więc wybawić mnie z rąk brata mego, Ezawa, gdyż lękam się go, aby gdy przyjdzie, nie zabił mnie i matek z dziećmi” (Rdz 32, 12). Jest ważne, by w modlitwie nie udawać bohatera, ale by z całą szczerością, jak Jakub, mówić Bogu o swoich uczuciach, także tych – zdawać by się mogło – mało chwalebnych, jak uczucie lęku. Strach bywa przygniatającym ciężarem, zwłaszcza gdy towarzyszy mu uczucie osamotnienia i opuszczenia, gdy wydaje się, że znikąd nie nadejdzie ratunek. Takie przeżycia wypełniają serce sługi proroka Elizeusza, gdy widzi, że wojsko króla Aramu otacza jego miasto. Elizeusz uwalnia sługę od lęku w dość niezwykły sposób: prosi Boga, by pozwolił słudze ujrzeć to, co jest niewidzialne dla ludzkich oczu: niech ujrzy on potężną pomoc, jaką Bóg zapewnia swoim wiernym, wyobrażoną tu w obrazie ognistych rumaków i rydwanów. Dla ludzkiego oka wydaje się, że klęska sprawiedliwych jest przesądzona... bo oko nie widzi mocy Bożej ochrony.

W Nowym Testamencie postać nieprzyjaciela budzącego lęk właściwie jest utożsamiana z prześladowcą wierzących w Jezusa. Lecz uczniowie nie powinni bać się swych przeciwników. Wciąż muszą głosić Ewangelię. Może pojawić się pokusa, by przestać głosić Ewangelię lub złagodzić jej przesłanie, tak by ułatwić wszystko i ochronić siebie samych przed cierpieniem. Jednak Jezus powierza swym uczniom pełne przesłanie Ewangelii, a to, czy inni ludzie je poznają dla swego zbawienia, zależy od tego, czy uczniowie będą im je głosić. Zatem uczniowie, stwierdza Jezus, nie powinni się bać, nawet jeśli będą prześladowani jak ich nauczyciel i Pan. To, czego dowiedzieli się od Jezusa, muszą powtarzać w świetle, nie bojąc się rozgłaszać tego na dachach.

Tak śmiałe głoszenie może prowadzić do męczeństwa. Gdy zostaniemy postawieni przed wyborem między śmiercią w imię Chrystusa a wyrzeczeniem się Go dla uratowania własnego życia, musimy pamiętać, że tym, co mogą uczynić nasi wrogowie, jest zabicie ciała; duszy zabić nie mogą. Lepiej ocalić własną duszę niż życie fizyczne. Dlatego powinniśmy się bać Boga bardziej niż naszych prześladowców, tylko bowiem Bóg ma władzę nad ciałem i nad duszą. Innymi słowy, powinniśmy odczuwać zdrową bojaźń Pana, gdyż jedynie Bóg duszę i ciało może zatracić w piekle (C. Mitch, E. Sri, Ewangelia według św. Mateusza. Katolicki komentarz do Pisma Świętego, Poznań 2019, s. 143-144; C. S. Keener, Komentarz historyczno-kulturowy do Nowego Testamentu, Warszawa 2017, s. 32; D. Piekarz, (Nie)bój się Boga. Co Biblia mówi o lęku?, Kraków 2017, s. 117-119).

2. Sztuka

Około 1479 roku Hans Memling (1435-1494) namalował Ołtarz mistycznych zaślubin świętej Katarzyny do kaplicy Szpitala świętego Jana w Brugii. Część centralna ukazuje tronującą Matkę Bożą w otoczeniu świętych: Katarzyny, Barbary oraz dwóch Janów – Chrzciciela i Ewangelisty. Za nimi na drugim planie, w naturalnym krajobrazie, artysta rozmieścił sceny z ich życia. Na skrzydłach bocznych znalazły się ścięcie Jana Chrzciciela i apokaliptyczna wizja Jana Ewangelisty.

Św. Katarzynę z kołem i mieczem (symbolami jej męczeństwa) i św. Barbarę z wieżą (jej atrybutem) wzywali ludzie zagrożeni nagłą śmiercią. Uczucie wszechogarniającego strachu dominowało w ówczesnych szpitalach. Święci byli też doskonałymi wzorami dla sióstr augustianek pracujących przy chorych. Za tronem Marii na skrzydłach bocznych Memling ukazał sceny życia i śmierci św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Na lewym skrzydle zaś z niezwykłą zręcznością streścił teksty objawienia. Jest to najbardziej drobiazgowa ilustracja Apokalipsy w całym malarstwie.

Święty Jan Ewangelista siedzi na Patmos, wpatrując się w wizje, które go otaczają. Na kolanach świętego spoczywa otwarta księga, na której kartach zostanie za moment opisana wizja końca czasów. Natchniony autor odziany jest w czerwony płaszcz. Czerwień jest znakiem młodości i siły. Jest barwą ognia, także ognia miłości. Święty Tomasz z Akwinu uważał, że kolor ten oznacza miłość Bożą i miłość bliźniego. Jan jako umiłowany uczeń Jezusa ma szatę właśnie tej barwy. Artysta namalował świętego Jana spokojnie patrzącego na zilustrowaną w górnej partii obrazu wizję Sądu Bożego. Ponad nim zasiada na tronie Chrystus, a przez wodę jadą czterej jeźdźcy Apokalipsy.

Zgodnie z konwencją średniowiecznego malarstwa wszystko, co zobaczył Jan, artysta ukazał symultanicznie – następujące po sobie epizody przedstawił jednocześnie. W górnym lewym rogu obrazu została zobrazowana wizja tronu Bożego razem z wizją Baranka z księgą wyroków zapieczętowaną na siedem pieczęci. Poniżej oraz po prawej stronie nieba artysta ukazał w porządku chronologicznym wydarzenia, które miały miejsce po otwarciu każdej z pieczęci.

Spadają gwiazdy, ogień wybucha na morzu, ludzie kryją się w jaskiniach, szarańcza w kształcie koni o ludzkich twarzach i ogonach skorpionów całymi rojami lata wokół. Na niebie olbrzymi anioł wspierający się na tęczy trzyma w ręku zwój, którego treści nikt nie był dość godny, by go przeczytać. Na niebie apokaliptyczna niewiasta, Kościół, przyobleczona w słońce, z księżycem u swych stóp i dwunastoma gwiazdami wokół głowy, a obok niej czerwony smok o siedmiu głowach i dziesięciu rogach. Wszystkie pokolenia próbowały odczytać sens tych symboli (H. de Borchgrave, Chrześcijaństwo w sztuce, Warszawa 2002, s. 81-83; M. Wrześniak, święty Jan Ewangelista [w]: Święci według mistrzów. 100 dzieł wielkich malarzy, red. E. Olczak, Warszawa 2009, s. 45).

3. Życie

W 1988 roku Jan Paweł II beatyfikował w Chile Laurę Vicuña (1891-1904), którą nazwał eucharystycznym kwiatem z Junin de los Andes. Jest patronką rozbitych rodzin. Oddała swe życie za zbawienie własnej matki, która znana była ze swej grzeszności i wrogości do Kościoła – nakazywała córce ukrywać swoją pobożność. Matka nawróciła się przy łóżku swej umierającej córki.

Na beatyfikacji Carlo Acutisa w Asyżu, w 2020 roku, obecna była jego własna matka. Zmarł na białaczkę w wieku 15 lat, w 2006 roku. Mówił: Cieszę się, że umieram tak wcześnie, bo nie zmarnowałem ani minuty życia na rzeczy, które nie podobałyby się Bogu. Nawrócił swoim przykładem pobożności własnych rodziców. Był geniuszem komputerowym, nazywano go Bożym influencerem – choć świadomie ograniczał kontakt z nim do pół godziny dziennie – nie chciał być niewolnikiem tych narzędzi. Eucharystię nazywał autostradą do nieba. Mówił: Mamy więcej szczęścia niż ludzie żyjący w czasach Jezusa, którzy musieli znaleźć czas i miejsce, aby Go zobaczyć. My natomiast możemy Go spotkać w Eucharystii (A. Zwoliński, Barwy świętości. Postaci i hasła, Kraków 2022, s. 87-88).