Banner

Święta przestrzeń, ks. Edward Staniek


W ocenie człowieka niezwykle ważną rolę odgrywa hierarchia wartości, którą on w swym życiu przyjmuje. W ustaleniu zaś hierarchii wartości pomagają ludziom religijnym pewne znaki. Są nimi święte rzeczy, święte przestrzenie, święty czas bądź święta osoba. Do takich religijnych znaków zaliczamy krzyż. Może do nich należeć medalik, różaniec czy obraz religijny.

W czasie prześladowań oprawcy domagają się na przykład zbezczeszczenia krzyża lub różańca. Wtedy nie mają na uwadze samego krzyża (sami bowiem mogliby go zniszczyć), oni chcą, aby religijny człowiek wyrzekł się swojej hierarchii wartości, aby uznał, że dla niego krzyż czy różaniec nie mają wyższej wartości aniżeli życie. Jednak na przestrzeni dwudziestu wieków znajdujemy męczenników, którzy oddali życie za wiarę. Bronili wtedy wartości, bronili znaku religijnego ważniejszego dla nich niż doczesne życie.

Takim znakiem w hierarchii wartości jest również świątynia. O jej roli mówi dziś Chrystus nie tylko słowami, ale także czynem. Wypędza handlarzy z jerozolimskiej świątyni w chwili, gdy jest uniesiony świętym gniewem. Jest to gest Chrystusa, który zmierza do obrony czytelności świętego miejsca. Musiała to być sprawa niezwykle ważna, bo żaden inny grzech ludzki nie został przez Chrystusa tak gwałtownie napiętnowany.

Ta ewangeliczna scena zmusza nas do głębokiej refleksji nad pytaniem „Czym dla nas jest świątynia?”. Człowiekowi religijnemu potrzebna jest taka święta przestrzeń, w której może on zostać napromieniowany świętością Boga. Każdy, kto z wrażliwym sumieniem wchodzi do świątyni, wychodzi z niej uleczony na ciele i duchu, wypełniony nową mocą, wewnętrznie wyciszony, w niej bowiem można wejść w wymiar świata obiektywnego.

Na ulicy patrzymy wciąż pod swoje nogi, aby nie przepaść w tłumie; jesteśmy zapatrzeni w ludzi, którzy przechodzą obok. Nie chcemy przecież ich potrącić, nie chcemy innym przeszkadzać, zwłaszcza na jezdni. W świątyni dominuje inne spojrzenie. Każdy, kto do niej wchodzi i kto potrafi się wyciszyć, słyszy po chwili słowa Pana Boga: „Dokąd tak pędzisz? Zwolnij, zastanów się, popatrz za siebie i popatrz przed siebie!”. Każdy, kto zatrzymuje się w świątyni, odnajduje również swe właściwe odniesienia do ludzi. Oni są przecież tacy, jacy są. A my chcielibyśmy, aby oni byli inni. Często mamy nawet do nich pretensje.

Gdy człowiek wyciszy się w świątyni, znów usłyszy głos Boga: „A jaki ty jesteś? Czy kochasz tych ludzi? Jeżeli ich kochasz, to twe odniesienie do nich będzie twórcze i dla nich, i dla ciebie. Nie podejmuj próby zmiany tych ludzi, nie krytykuj ich. Zacznij ich kochać, a wtedy ułożą się relacje między tobą a nimi”.

W świątyni padają również pytania zasadnicze: „Jaki jest sens mojego życia, moich zmagań? Jaki jest sens mojego cierpienia i mojej samotności?”. Odpowiedź na nie można usłyszeć tylko w świątyni.

Można w niej odnaleźć siebie wśród innych ludzi i można się odnaleźć w świecie. Można się również ustawić twórczo do tego życia, w którym mamy swój udział. Dlatego świątynia odgrywa nieprawdopodobnie ważną rolę w życiu człowieka religijnego.

Nie można zamienić świątyni w salę koncertową, gdyż ona została zbudowana nie dla piękna melodii, lecz dla samego Boga. Nie wolno jej zamienić w muzeum i nie wolno jej przemienić w budynek mieszkalny. Takie podejście do świątyni jest zamachem na hierarchię wartości.

Musimy zatem koniecznie wiedzieć, czym dla nas jest świątynia, i musimy umieć z niej korzystać, czyli odnajdywać właściwy rytm życia poprzez wyciszenie się i przez głębszą refleksję, która jest możliwa dzięki współpracy z obecnym w świątyni Bogiem.

Drugim świętym dla nas miejscem (świętą przestrzenią) jest cmentarz. On również jest ziemią poświęconą. Ponieważ przed nami jest spotkanie z cmentarzem, dlatego właśnie dotykam tej ważnej sprawy. Cmentarz nawiedzamy rzadko. Ale trzeba nam pamiętać o tym, że dziś jest podjęty olbrzymi wysiłek, aby cmentarz zlaicyzować, by go zamienić w przedsiębiorstwo dochodowe, które znajdowałoby się w rękach ludzi świeckich, często nawet niewierzących, mimo że prawie na każdej mogile w Polsce widnieje krzyż, a więc znak religijny.

Kilka lat temu doznałem dziwnego uczucia. Gdy chodziłem po cmentarzu, musiałem obserwować, jak ludzie palą papierosy, jedzą kanapki, piją soki i nie tylko soki, opowiadają sobie kawały, śmieją się głośno i rozmawiają o interesach. Godzinne przebywanie w tłumie wypełniającym cmentarz wywarło na mnie bardzo negatywne wrażenie. Wysiłki administracyjne skierowane na zeświecczenie cmentarza są uzasadnione. Ten, kto ma władzę, chce mieć i cmentarz w swoich rękach, ale zeświecczenie cmentarza przez tych, którzy przekraczają bramę tego świętego miejsca, jest prawie niezrozumiałe.

Cmentarz wymaga szacunku dla tych, którzy zostali na nim pogrzebani, szacunku dla tajemnicy śmierci i dla bogactwa życia ukrytego w mogile. Wymaga on również szacunku z racji religijnych, ponieważ bardzo często jest lasem krzyży – znaków naszej wiary.

Musimy więc zauważać zarówno różne próby zeświecczenia świątyni, jak i wyraźne próby zeświecczenia cmentarza. Jeżeli tych dwu przestrzeni nie można ocalić w skali społecznej, trzeba je przynajmniej ocalić we własnym sercu. Trzeba to czynić przez własne zachowanie. Trzeba dawać świadectwo naszej hierarchii wartości. Trzeba z szacunkiem przekraczać próg świątyni i bramę cmentarza.

Niech nasze dzisiejsze spotkanie cechuje duch wielkiego dziękczynienia za tę świątynię, w której się spotykamy w każdą niedzielę i którą wielu z nas nawiedza w ciągu tygodnia, by móc odnaleźć rytm swego życia oraz moc potrzebną do zmagania się z codziennym trudem. Chciejmy, by to nasze dziękczynienie było również połączone z prośbą o coraz większe dowartościowanie świętych znaków, które są wykładnikami naszej hierarchii wartości. Amen.