Banner

Strząśnijcie proch z nóg, ks. Edward Staniek


Już blisko dziesięć wieków wznosi się w Tyńcu klasztor benedyktynów. Ich działalność w dużej mierze kształtowała oblicze krakowskiego i polskiego Kościoła. Z drugiej strony Krakowa, w Staniątkach, od XIII wieku żyją za klauzurą córki św. Scholastyki – siostry benedyktynki, które swoją modlitwą również oddziałują duchowo na okolice.

Mówię o tym dlatego, że w kalendarzu liturgicznym 11 lipca wspominamy św. Benedykta, który jest patronem Europy. Święty Benedykt umarł w 547 roku, a grób, w którym został pochowany wraz ze swoją siostrą Scholastyką, znajduje się na Monte Cassino.

Na czym polegał charyzmat św. Benedykta? Odkrył on klucz do drzwi szczęścia człowieka na ziemi, ukryty w pełnieniu woli Boga. Chciał pełnić nie swoją, lecz Bożą wolę. Ten klucz ukazał nam Chrystus w trudnych chwilach, które przeżył w Ogrodzie Oliwnym. Wołał wtedy do Ojca: „Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”.

Wypełnienie woli Boga decyduje o szczęściu człowieka – tak o szczęściu doczesnym, jak i wiecznym. Właśnie ten klucz ujął w swe dłonie św. Benedykt.

Przybył na studia do Rzymu i w krótkim czasie przekonał się, że w tym mieście nawet ludzie wierzący nie posługują się wspomnianym kluczem i żyją, pełniąc swoją wolę. Demoralizacja jego ówczesnego środowiska była równie wielka jak naszego dzisiaj. Uszedł więc w góry i żył jako pustelnik, starając się z godziny na godzinę dostosowywać swoją wolę do woli Boga. Studiował na odludziu Pismo Święte i pisma ojców Kościoła oraz praktykował modlitwę i ascezę. Niedaleko był klasztor, w którym umarł opat. Mnisi, widząc postawę religijną Benedykta, przyszli go prosić, ażeby został ich przełożonym. Nie chciał się na to zgodzić, wiedząc, że upadek ducha w tym zgromadzeniu jest równie wielki jak w Rzymie. Mówił im, że nie będą potrafili się spotkać, że jego postawa życiowa jest inna. Oni jednak nie ustąpili i sprowadzili go do klasztoru. Wtedy zażądał, aby żyli według reguły, czyli żeby pełnili wolę Boga, a nie swoją. Tymczasem oni chodzili własnymi ścieżkami. Nie po to, by czynić zło, po prostu każdy czynił to, co chciał, a nie to, czego chciał od niego Bóg. Ponieważ Benedykt był surowy dla siebie i dla innych, mnisi go znienawidzili i postanowili otruć.

Święty Grzegorz Wielki, który podaje najwięcej informacji o Benedykcie, opisuje to wydarzenie dość dokładnie. W czasie posiłku do wina wsypano truciznę. Przyniesiono je do stołu i podano, chcąc, by przełożony je wypił. Benedykt pobłogosławił napój i wtedy pękła czara. Okazało się, że to był podstęp.

Piękna jest postawa Benedykta w czasie tego wydarzenia. Bez wielkich kazań, bez zdenerwowania rzekł do wszystkich obecnych: „Niech się zmiłuje nad wami, bracia, Bóg wszechmogący. Dlaczego chcieliście mi to uczynić? Czyż nie uprzedzałem was od początku, że wasz i mój sposób postępowania nazbyt się różnią? Idźcie i poszukajcie sobie podobnego do was ojca, gdyż mnie już po tym, co się stało, na pewno nie zatrzymacie". I odszedł.

W wypowiedzi Benedykta nie było przekleństw, nie było zdenerwowania. A św. Grzegorz, opisując tę sytuację, zastanawia się nad nią dokładniej i stawia pytanie: Kiedy człowiek może opuścić jakieś środowisko?

Benedykt uczynił to, co jest powiedziane w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Strząsnął proch z nóg i odszedł. Kiedy tak trzeba postąpić? Święty Grzegorz, ukazując postawę Benedykta, mówi w taki sposób: „Jeśli w jakimś środowisku są ludzie dobrzy i słabi, a my jesteśmy potrzebni po to, aby im pomóc, nie powinniśmy tego środowiska opuszczać – ze względu na miłość do tych słabych ludzi, którzy widzą w nas pomoc i obronę. Ale jeżeli w jakimś środowisku nie ma ludzi dobrych, to należy to środowisko opuścić”.

W życiu często się z tym spotykamy. Mąż i ojciec może być bardzo niebezpieczny dla dzieci. Wtedy matka musi pozostać w domu, aby je chronić. Nie może odejść. Podobnie w placówkach, w których słabi muszą być otoczeni naszą opieką. Mam tu na myśli zakłady wychowawcze, w których mądry i kochający wychowawca broni swych podopiecznych, mimo że inni są temu przeciwni i chcą żyć ich kosztem. Wtedy zakładu opuścić nie można. O tym, czy odejść, decyduje miłość.

Ale jeśli w środowisku nie ma ludzi dobrych, wtedy należy odejść. Dlaczego? Ponieważ nie wolno przeznaczać życia na walkę ze złem. Zło posiada taką taktykę, którą często stosuje, gdy chce pobudzić naszą pychę. Powiada: Zostań i walcz! Tu trzeba walczyć o sprawiedliwość. Z kim? Z niesprawiedliwymi ludźmi? My jesteśmy powołani do tego, aby czynić dobro. Nie da się żyć na tej ziemi tak, aby tylko strzelać. Nie można żyć na tej ziemi, wciąż trzymając w ręce karabin. Aby żyć na tej ziemi, trzeba umieć odłożyć broń, by wziąć do ręki pług. Należy zasiać zboże, aby ludzie mieli chleb. Sianie zboża, troska o chleb to konieczne potrzeby życia. Z karabinem w ręku zginiemy z głodu.

Ewangelia nigdy nie pozwala na to, byśmy tylko walczyli, byśmy nasze życie ograniczyli do walki. O tym właśnie mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli was nie przyjmą, strząśnijcie proch z nóg waszych” i odejdźcie; poszukajcie sobie takich ludzi, którzy otworzą serca na wasze słowo. Odejdźcie, bo jeżeli zostaniecie, będziecie się przez dwadzieścia cztery godziny na dobę zmagać ze złem, a to nie jest celem naszego życia. Chrystus w Ewangelii również wielokrotnie uchodził z rąk wrogich ludzi, aby móc czynić dobro.

Święty Benedykt mówi: „Módl się i pracuj”. Wzywa do twórczej działalności, która jest nastawiona na ubogacenie własnego serca i na ubogacenie świata dzięki dobremu czynowi. „Strząśnijcie proch z nóg waszych”. Zastanówmy się, ile energii i czasu poświęcamy na czynienie dobra, a ile na walkę ze złem. Ewangeliczny kierunek to troska o dobro.

Są sytuacje, w których trzeba walczyć, ale nigdy nie wolno zapomnieć o tym, że nawet wtedy, gdy wokół jest front, należy uprawiać ziemię i siać ziarno. Pięknie to wyraził kiedyś kardynał Wyszyński. W czasie wojny przekradał się wśród strzałów z jednego lasu do drugiego. Był bardzo zdziwiony, gdy zobaczył, że gospodarz idzie za koniem i orze. Podszedł więc do niego i zawołał: – Panie, tu przecież jest front, lecą bomby, co pan robi? – Bomby spadną, ale chleb musi urosnąć, aby nasi następcy mieli co jeść – odpowiedział człowiek.

Oto ewangeliczna mądrość. Troska o dobro. Umiejmy z miłością pozostać tam, gdzie jesteśmy potrzebni, aby pomóc słabszym od nas. I umiejmy się mądrze wycofać z tych środowisk, które chcą walczyć, chcą nam zabrać cenny czas tu, na tej ziemi, tylko po to, byśmy go stracili. Chcą, byśmy stracili pieniądze i siły w zmaganiu się ze złem, które i tak jest nie do pokonania. Musimy ocalić czas, pieniądze i siły, aby czynić dobro, aby podjąć twórczą pracę.

Do tego właśnie wzywa nas św. Benedykt – patron Europy.