Banner

Słowo i czyn, ks. Bogdan Zbroja


Umiłowani w Chrystusie Panu, Bracia i Siostry. Gromadzimy się na Mszy św., aby spotkać się z naszym umiłowanym Bogiem. Chcemy ponownie pochylić się nad tajemnicą Pisma Świętego i zjednoczyć się z Jezusem przez Komunię św. W kilku słowach postarajmy się zgłębić myśl dzisiejszych czytań.

Słowa, które usłyszeliśmy przed chwilą, skupiają się wokół ważnej sprawy, która dotyczy każdego z nas. Chodzi o grzech. Zarówno wielki król Dawid, jak i kobieta, która prowadziła w mieście grzeszne życie, spotkali się z Bożym miłosierdziem. Przeanalizujmy ich grzech i zobaczmy nieskończoność Bożego miłosierdzia.

Król Dawid, jak o tym piszą księgi Starego Testamentu, dopuścił się grzechu cudzołóstwa z Batszebą – żoną Uriasza Chetyty (por. 2 Sm 11,3 i par.). Po tym grzechu, łamiącym szóste przykazanie Boże, Batszeba poczęła syna (por. w. 11). Wówczas król posłał do dowódcy wojska Joaba pismo, w którym nakazał, aby Uriasz zginął na wojnie (por. w. 15). Uriasz Chetyta został zabity mieczem Ammonitów (por. 2 Sm 12,9), ale jak to powiedział wyraźnie prorok Natan, to Dawid go zabił ich mieczem! Do grzechu cudzołóstwa dołączył Dawid grzech przeciw piątemu przykazaniu. Złamanie jednego przykazania popycha więc człowieka do złamania kolejnego i kolejnego… tworzy się wówczas łańcuch zła, który omotuje człowieka decydującego się na grzech. Zwróćmy uwagę, że w naszym życiu dzieje się dokładnie tak samo, gdy na przykład młodzi ludzie nie respektują przykazania, podobnie jak król Dawid, to czasami pojawia się nowe życie – dziecko. I jakże często przychodzi szatańska pokusa – „zabij”! Nie macie ślubu... nie macie pracy... nie macie domu… „zabij”! Dawid uległ! Wielu ludzi niestety też!

Przed nami staje teraz scena zapisana w Ewangelii. Oto kobieta, która w mieście prowadziła życie grzeszne, podchodzi do Jezusa, łzami obmywa Jego nogi i wyciera je swoimi włosami. Przy tym całuje Jego stopy i namaszcza olejkiem. Biblia nie mówi, jakie grzechy owa kobieta popełniała, ale wiadomo, że wszyscy w mieście mieli o niej złe zdanie. Pan Jezus jednak odpuszcza jej grzechy, ponieważ bardzo Go umiłowała. Chrystus ani jednym słowem nie mówi w dzisiejszej Ewangelii o jej grzechu, natomiast skupia uwagę gospodarza uczty na jej postawie skruchy. Płacz – żal za grzechy, uniżenie – pocałunek stóp, namaszczenie olejkiem – uznanie Jezusa za Boga. Owa kobieta rzeczywiście okazała wiarę w Jezusa, który jest miłosierny wobec grzeszników. On bowiem otwiera swoje serce dla każdego – nawet największego grzesznika. Dziś także przychodzą zapłakane kobiety – grzeszne – do Jezusa obecnego w sakramencie pokuty. Przychodzą, aby wyznać, że zabiły swoje nienarodzone dziecko! Ileż żalu, skruchy, trwogi jest w ich sercach! Wszystko by dały, aby cofnąć czas…, aby zmienić bieg życia! Ale to już nie jest możliwe! Pozostaje im tylko zawierzenie Bożemu miłosierdziu, a Pan Jezus jak zawsze wybacza! odpuszcza! podnosi! „Twoja wiara cię ocaliła”– tak mówi nasz Mistrz! Jeśli uwierzysz w Jego miłość, dostąpisz zbawienia!

Jeszcze jeden motyw obecny jest w dzisiejszym słowie Bożym. Zapisał tę myśl św. Paweł w Liście do Galatów. Przekazuje bardzo ważne słowa, w których zachęca nas, abyśmy żyli dla Boga. Stwierdza otwarcie: „teraz już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). A nieco wcześniej: „razem z Chrystusem teraz zostałem przybity do krzyża” (w. 19), dając w ten sposób logiczny most pomiędzy dwoma obrazami. Każdy z nas jest grzesznikiem i każdy korzysta z łaski spowiedzi – przychodzimy do Jezusa tak jak owa kobieta z Ewangelii. Ale po spowiedzi trzeba już nie grzeszyć! Po spowiedzi ma w nas żyć sam Jezus! „On we mnie żyje!” Właśnie tak każdy z nas powinien powiedzieć po spowiedzi czy Eucharystii. Konieczne jest także umartwianie swoich cielesnych pożądliwości na krzyżu Bożych przykazań, jak to czynił św. Paweł. Wszyscy święci w historii zbawienia zdobywali niebo w wielkich trudach. Wiele wyrzeczeń, wiele ofiar, wiele kpin i niezrozumienia było ich udziałem! Oni jednak nie zważali – jak kobieta, jak Dawid czy jak Paweł – na otoczenie, na opinie, na osądy… robili swoje dla Boga!

Zechciejmy zatem dziś po przyjęciu Jezusa w Komunii św. powiedzieć te słowa: „Jezu, Ty we mnie żyjesz! Chcę wejść do Twego królestwa, wiedząc, że do niego prowadzi droga krzyża, niezrozumienia, wyrzeczenia i nieustannej pracy nad sobą. AMEN.