Banner

Kim jest Jezus w moim życiu?, ks. Andrzej Mojżeszko

 

Święty Franciszek Salezy, zanim założył zakon wizytek, pisząc regułę, zasięgał rad fachowców. Udał się więc do prowincjała kapucynów. Ten powiedział mu, że powinien w regule zaakcentować pokutę i umartwienie. „Proszę popatrzeć, my, kapucyni, nie używamy skarpetek: trzeba więc w konstytucjach dać taki zapis, że członkowie nowego zakonu mają chodzić w sandałach, ale bez skarpet”. „Ojcze – miał powiedzieć św. Franciszek – przy zakładaniu zakonu nie chciałbym właściwie zaczynać od nóg... lecz od głowy. Wydaje się, że większym umartwieniem jest wytrwała wierność regule i posłuszeństwo przełożonym”.

Bardzo trafne jest to zdanie św. Franciszka, żeby jakiekolwiek działanie zaczynać od tego, co naprawdę istotne. Niestety, zwykle zaczynamy od... nóg. Ten obraz można też doskonale przenieść na próbę odpowiedzi na pytanie, co znaczy być chrześcijaninem lub kim jest Jezus w moim życiu.

Taki prosty test: ilu katolików, planując urlop, pomyślało, czy w tym czasie będą mieli możliwość uczestniczyć we Mszy Świętej. Ważne pewnie było: jaka cena, gdzie to będzie, co będzie można zobaczyć, zwiedzić... Kto natomiast pomyślał o możliwości spotkania się z Panem Jezusem na Eucharystii w dzień Pański?

To samo dotyczy tych krótszych wyjazdów – weekendowych. Jedziemy do rodziny, na łono natury – i bardzo dobrze. Ale czy myślimy, żeby w niedzielę najpierw zaplanować Mszę Świętą, a potem inne rzeczy? Te szczegóły bardzo wyraźnie odpowiadają na pytanie, kim jest Jezus w moim życiu. Bardzo łatwo w codzienności można Go sprowadzić do tego, co nieistotne.

Bardzo łatwo jest myśleć: jestem chrześcijaninem, bo przecież staram się być dobrym człowiekiem, pomagam innym, jestem na Mszy Świętej, mówię pacierze – i o co tu chodzi? Chodzi o to, czy to wystarczy, żeby powiedzieć o sobie: jestem chrześcijaninem. Czy w tych znakach widać, że Jezus jest dla mnie najważniejszy?

Dzisiejsza liturgia podaje bardzo czytelne znaki, które mówią, kiedy Jezus w moim życiu jest najważniejszy. Jakie to znaki? W Ewangelii Jezus wyraźnie mówi, że ten, kto chce być jego uczniem, powinien pamiętać między innymi o dwóch sprawach. Jeśli mianowicie w moim życiu Jezus jest najważniejszy, to musi mnie spotkać krzyż i muszę swoje życie stracić dla Jezusa. Niby o tym wiemy, ale czy w swoim życiu możemy odnaleźć te znaki.

Warto najpierw odpowiedzieć na pytanie, jak przyjmuję krzyż, czyli cierpienie, ból, chorobę... To są nieodłączne towarzyszki ludzkiego losu, każdego – czy jest się biednym, czy bogatym, sławnym czy nieznanym.

Chrześcijanin patrzy jednak inaczej niż świat. Świat ucieka od cierpienia, ucieka od krzyża, każe go zdejmować ze ścian. Chrześcijanin natomiast przyjmuje krzyż, bo widzi w tym przyjęciu szansę zbliżenia się do Boga, szansę umocnienia wiary. Krzyż dla niego jest znakiem zbawienia i nigdy nie zdejmie go ze ściany ani ze swego życia.

Jest jeszcze drugi znak: stracenie życia dla Jezusa. Co to znaczy? To znaczy, że uczeń Chrystusa musi uznać swoje życie jako stracone ze względu na królestwo Boże. Stracone, czyli całe przeznaczone dla królestwa. Od chrztu świętego moje życie należy do królestwa. I nie da się z niego wypisać. Mogę zażądać skreślenia z księgi chrztów, ale to nic nie da... Może mnie natomiast spotkać znacznie gorsza rzecz. Mogę życie przegrać, czyli stracić wszystko, co dla mnie zaplanował Bóg. Nie ma większej klęski jak stracić to wszystko, co dla mnie przygotował kochający Ojciec, który jest w niebie.

Pan Jezus nie mówi dzisiaj, że te znaki mam dawać od święta. Wręcz przeciwnie, zachęca, że mam to robić codziennie. Warto Go posłuchać.

Kim jest On w moim życiu? Stawiajmy sobie to pytanie każdego dnia.