Banner

Dom Boga, ks. Edward Staniek


W naszym ewangelicznym słowniku zatrzymamy się dziś na tajemnicy świątyni, która dla Chrystusa jest domem Jego Ojca. Ojciec jest w niej gospodarzem. On ustanawia prawo domu, a jest nim prawo miłości. Miłości Boga, domowników i gości, którzy przychodzą, oraz miłości wrogów. Innego prawa w tym domu nie ma.

To prawo miłości jest zbudowane na prawie natury i na Dekalogu.

Autorytet Ojca jest niepodważalny. Jeżeli ktoś naruszy prawo miłości ujęte w różne przykazania, ma tylko jedno rozwiązanie. Musi przeprosić Boga i musi także przeprosić człowieka, by móc powrócić do pełnej harmonii. Autorytet Boga Ojca jest fundamentem, a zarazem swoistego rodzaju modelem służącym do budowania szczęśliwego domu na ziemi. Każdy rodzic odpowiada za szacunek dla Bożego prawa w swoim domu. Jeżeli domownicy liczą się z prawem Boga, czyli z prawem miłości, i z autorytetem Boga, wtedy dom jest szczęśliwy.

Drugim ważnym wymiarem świątyni jako domu jest chleb. Chleb, który jest symbolem życia doczesnego i w ogóle wszelkiego życia. A więc i w tej świątyni – w domu Ojca – jest chleb. Chleb dający życie wieczne. Przybyliśmy tutaj, aby w kornej adoracji schylić swoje czoła, a nawet zgiąć kolana, przed Chrystusem, który staje się Chlebem dla nas; albo jeżeli sumienie nam na to pozwala, podejść i Chleb przyjąć, i spożyć Go. Jest to pokarm nieśmiertelności.

Pod wpływem tego pokarmu nasze oczy otwierają się na potrzeby ludzi, którzy są obok. Jeżeli wśród nich jest człowiek głodny, podzielimy się z nim naszym chlebem, nie można bowiem tu, przy Chlebie w domu Ojca, zamknąć oczu na tych ludzi, którzy są głodni. To jest naturalne, tego nawet nie trzeba tłumaczyć, to jest po prostu w nas. My już o tym nawet nie myślimy. Jeżeli wiemy, że ktoś autentycznie potrzebuje, zwłaszcza chleba, czyli że jest głodny, potrafimy się wtedy podzielić z nim naszym chlebem. Takie jest bowiem prawo domu.

Jest jeszcze w domu jeden niezwykle ważny wymiar. I o ile łatwo nam jest przenieść do domu rodzinnego autorytet Bożej miłości i łatwo jest nam przenieść chleb potrzebny do naszego życia, a nawet przenieść stół, przy którym się gromadzimy, by wspólnie ów chleb spożywać, to bardzo trudno jest nam przenieść do domu rodzinnego ołtarz. My się bowiem przed ołtarzem bronimy, dlatego że ołtarz jest miejscem składania ofiary.

Tymczasem w świątyni ołtarz zajmuje naczelne miejsce. A skoro świątynia jest domem Ojca, nie wolno tego ołtarza wyrzucić z domu, w którym mieszkamy i który tworzymy. Dlaczego nie możemy wyrzucić ołtarza? Dlatego, że nie można wyrzucić z życia ofiary. Nie da się jej wyrzucić!

Kościoły wschodnie prawosławne i Kościoły greckokatolickie podprowadzają wiernych do tego, aby oni mieli w mieszkaniu ołtarz. Jest to najczęściej ikona z maleńką półką, na której zapala się świece lub lampkę oliwną wtedy, gdy domownicy zwracają się do Boga, by Go wielbić lub by Go prosić czy też składać Mu ofiarę. Ten ołtarzyk jest zasuwany. Rodzina odsłania go w ściśle określonym momencie dnia po to, żeby stał się miejscem modlitwy i składania ofiary.

W naszym Kościele takim miejscem jest wiszący na ścianie lub stojący krzyż. Ma on nam przypominać, że w domu jest miejsce przeznaczone na składanie ofiary. I jeżeli to miejsce jest, ofiara, która się pojawia w naszym życiu w różnej formie i w różny sposób, zyskuje swój sens, czyli posiada odniesienie do Pana Boga. Rozpoczyna się na przykład choroba. Musimy szukać lekarzy i musimy płacić za lekarstwa, by za pieniądze kupić zdrowie. To jest ofiara składana dla zdrowia. Również w odniesieniu do Pana Boga wszystkie wysiłki podjęte dla ratowania zdrowia mają swój głębszy sens. Pojawia się jednak cierpienie nie do pokonania. Gdy w domu można spojrzeć na krzyż, cierpienie to nabiera innej wartości.

To samo dotyczy perspektywy złożenia całości życia w ofierze, gdy już wiemy, że nie ma powrotu do zdrowia, że jest to już ostatni etap życia na ziemi. Wtedy znów ostatnie miesiące, ostatnie tygodnie, a czasem nawet godziny przeżywane przez człowieka religijnego w domu w kontakcie z ołtarzem, czyli z krzyżem, nabierają jeszcze głębszego sensu.

Pan Jezus wchodzi dzisiaj do domu Ojca Niebieskiego i wyrzuca to wszystko, co utrudnia odkrycie wartości domu. Wyrzuca, czyli oczyszcza świątynię, przypominając, że jest to dom Jego Ojca.

Mówię o tym dlatego, że ludzie coraz częściej odchodzą od domu Ojca. Coraz więcej osób nie przychodzi do świątyni. Przypominam, że katolicy powinni być w dniu Pańskim w kościele. Tymczasem ich wśród nas nie ma. W tym momencie, gdy opuszczają oni dom Ojca, zaczynają życie jako ludzie bezdomni. W dodatku wydaje im się, że znajdą szczęście. Tymczasem wchodzą na drogę syna marnotrawnego, który wtedy, gdy dojdzie do krytycznego momentu, przypomni sobie, że w domu jego ojca jest chleba wiele. Ufamy, że podejmą wówczas decyzję o powrocie.

Nie można być szczęśliwym, gdy się nie posiada domu. Jednocześnie nie można budować szczęśliwego domu, zapominając o autorytecie Boga, o autorytecie Jego miłości, zapominając o tym, że chleb jest punktem oparcia – bowiem przy chlebie spotykamy się z Bogiem i z ludźmi – i że w domu jest również potrzebny ołtarz ustawiony na właściwym miejscu. W domu potrzebne jest miejsce składania ofiary.

Ów model domu, domu Ojca Niebieskiego, każdy z nas musi zbudować przede wszystkim w swoim własnym sercu, a jeżeli w nim zostanie on zbudowany, człowiek przeniesie ten model do swojego mieszkania, czyli ukaże innym, jak piękny jest ten dom, w którym znajduje się miejsce spotkania z Bogiem i z ludźmi w duchu prawdziwej miłości; jak piękne jest ubóstwo, które na pierwszym planie widzi chleb jako wartość centralną, widzi człowieka głodnego i widzi tych, którzy potrzebują, aby się z nimi podzielić.

Można wtedy ukazać, jak piękny jest dom, w którym świadomie został zbudowany ołtarz, by człowiek mógł przy nim zapłakać, aby mógł złożyć na tym ołtarzu swe tęsknoty, pragnienia, ból samotności, boleść odrzucenia i zdrady. OŁTARZ MUSI BYĆ! Nie może istnieć dom bez ołtarza, dlatego że nie ma życia bez cierpienia, a cierpienie bez odniesienia go do Boga niszczy człowieka, natomiast odniesione do Boga i zamienione w ofiarę człowieka ubogaca.

Trwa Wielki Post. Zastanówmy się nad tym, czy najważniejszego elementu domu gdzieś nie przysypaliśmy i czy nie trzeba zrobić takiego porządku, jaki zrobił Pan Jezus w świątyni, by na nowo móc odkryć piękno Bożego prawa, piękno rodzinnego spotkania przy stole i piękno ofiary, którą trzeba składać, gdyż na tej ziemi ofiara jest nieunikniona.