Pogrążeni w bólu uczestnicy ceremonii pogrzebowej… Stajemy na tym świętym miejscu, jakim jest dom Boży, aby wspólnie podejmować modlitwę dziękczynienia za dar życia naszego zmarłego brata N.N., przeproszenia za grzechy, jakimi obraził majestat Stwórcy i Pana i w końcu – pragniemy się modlić o to, aby nasz zmarły brat znalazł miejsce w świętym Domu Ojca.

Wymownym znakiem, który podczas tej dzisiejszej liturgii pogrzebu nam towarzyszy, jest ciało zmarłego N.N. zamknięte w drewnianej oprawie trumny… Chrześcijanie bowiem wielkim szacunkiem otaczają ciała zmarłych. Powodów jest wiele: u początku istnienia świata Bóg stwarzając wszystko, to człowieka właśnie uczynił na swój obraz i podobieństwo, wynosząc nas ponad inne stworzenia. Owo podobieństwo podczas ziemskiego życia wyraża się w tajemnicy duszy człowieka, która jest owym pierwiastkiem Bożej obecności w każdym z nas, a co z tym związane – czyni nas świątynią Bożego Ducha! Jakże wielka to sprawa… Kolejnym powodem naszego wielkiego szacunku dla ciała ludzkiego jest zaangażowanie się Boga w dzieje ludzi tak mocno, że sam podzielił człowieczy los, rodząc się w ludzkim ciele przed dwoma tysiącami lat… Nieogarniony, wszechmogący, wszystkowiedzący i nieśmiertelny Bóg dał się zamknąć w ograniczonym ciele człowieka… Jakie wielkie wyróżnienie dla stworzenia, które jak zauważył wieszcz narodowy – jest „prochem i niczem przed Bożym obliczem”. Z faktem wcielenia Jezusa Chrystusa wiążą się jeszcze dwie prawdy, które umacniają nasz szacunek dla ciała: w Chrystusie ciało zyskało przymiot nieśmiertelności utracony po grzechu pierworodnym, czego zewnętrznym wyrazem jest cud zmartwychwstania oraz fakt, iż Bóg nie „brzydzi się” ludzkiego ciała, zabierając je do siebie – czego zapowiedzią jest Chrystusowe wniebowstąpienie…

Oto powody, dla których z taką czcią odnosimy się do ciała człowieka – niestety, często bywa tak, że bardziej po śmierci niż za życia… Bo póki żyjemy, to ciało jest nieustannie wystawiane na próby, którym często ulegamy poprzez grzech – skarży się Apostoł Paweł, że „duch ochoczy, ale ciało słabe”. Podejmując trud chrześcijańskiego powołania, staramy się wprowadzać w nasze życie ziemskie prymat ducha nad ciałem, aby duch Bożych Przykazań przenikał nasze relacje. To wymaga sporo trudu i jest swego rodzaju krzyżem każdego chrześcijanina – aby ujarzmić nieco ciało i dopuścić do głosu pragnienia duszy miłującej Boga.

Przychodzi jednak moment, że owo ciało kończy współpracę z duchem – ustaje bicie serca i zatrzymuje się życie ciała… Ten, którego tak kochaliśmy, który był dla nas tak bardzo ważny, wymyka się z uścisku naszych ramion, ale przecież nie wymyka się naszemu sercu! I choć ze smutkiem otaczamy trumnę z ciałem naszego Drogiego N.N., to chciejmy budzić nadzieję, że Stwórca, który to ciało powołał do życia i upodobnił do siebie przez tchnienie nieśmiertelnej duszy, zechce się nim zaopiekować – tak, jak wpisał to w porządek natury – z ziemi wzięte, do ziemi wróci, aby w swoim czasie znowu uradować świat pojawieniem się przy ponownym przyjściu Jezusa Chrystusa.

Trumna złożona jest przed ołtarzem – ciało, które stało się na chrzcie świątynią Ducha Świętego, teraz w świątyni Boga wraca w Jego objęcia. I choć tak bardzo chcielibyśmy je zatrzymać w naszych kochających ramionach, to pamiętajmy, że mimo wszelkich naszych planów i zapatrywań Stwórca wie lepiej, co jest potrzebne Jego stworzeniu. Nasz brat N.N, przez tę śmierć wchodzi w etap oczekiwania na zmartwychwstanie, który pisany jest każdemu z nas, który także nie ominął samego Chrystusa i który jest koniecznym progiem zmierzania do Królestwa Bożego.

Niech więc ta modlitwa naszych dusz i ciał tu zgromadzonych, niech ta łączność tylu świątyń Bożego Ducha, będzie nam wszystkim zachętą do pielęgnowania czci wobec ciała za naszego życia, a przy śmierci nie szczędźmy też środków i czasu by o czci wobec ciała pamiętać – wszak przez cały ten czas jest ono najbliższą przestrzenią spotkania Boga z człowiekiem…